Opublikowano

Jedno słowo, które po latach macierzyństwa nadal wywołuje u mnie gęsią skórkę… Kolka

Instagramowe macierzyństwo…

Każda z nas wie, że macierzyństwo nie wygląda jak na Instagramie. Ba, ono nawet nie przypomina tego ze słodkich zdjęć… Na szczęście coraz więcej jest mam, które pokazują, czego możemy się spodziewać… Jednak mnie cztery lata temu nie było dane tego doświadczyć, a szkoda bo zamiast cieszyć się macierzyństwem, ja zaliczałam kolejne rozczarowania. Brzuch nie wchłonął się po tygodniu (a wszystkie instamamy po tygodniu mieściły się w swoje spodnie z liceum), dziecko nie przesypia całych nocy (tu z pomocą przyszły filtry), a karmienie piersią nie wygląda jak w reklamie poduszki do karmienia (zrelaksowana mama, błogo karmiąca w fotelu?)… Mogłoby się wydawać, że macierzyństwo to pasmo kolejnych rozczarowań… Moja córka płakała przez kilka godzin, mocno ulewała mleko, nie spała w dzień (a przecież w poradniku pisali, że będzie spało nawet 20 godzin?!). W nocy budziła się na karmienie co pół godziny, a najlepiej jakby całą noc spała z piersią w buzi… Do tego poranione sutki od ciągłego karmienia, ból brzucha od kurczącej się macicy i połóg… Jednak pocieszające jest to, że trwa to tak naprawdę chwilę… Dla mnie był to duży szok, ale szybko minął 🙂 Jedyne z czym walczyliśmy dłużej to kolki

Oczekiwania vs rzeczywistość

Do bycia mamą przygotowywałam się długo, myślałam, że o dziecku wiem wszystko i nic, a nic mnie nie zaskoczy… Dodatkowo mieliśmy w bliskiej rodzinie małe dziecko i mogłam podpatrzeć jak się zachowuje, więc byłam pewna, że będę matka na medal!

Ale od początku… Ciąża była dla mnie pięknym doświadczeniem, z nieco bolesną końcówką… Już po porodzie moja Pierworodna pokazała mi gdzie jest moje miejsce w szeregu. Płakała z przerwami na jedzenie przez jakieś 32 godziny. Położne się śmiały, że dawno nie trafiła im się taka „aparatka”. Mnie do śmiechu było daleko… Nie muszę Wam mówić, jak czuje się kobieta po porodzie, a jeśli nie ma nawet chwili na regeneracje to już w ogóle… Ale przeżyłam… Po powrocie do domu, mogłoby się wydawać, życie wróci na właściwe tory… Ha! Jak już zaczęłyśmy się poznawać nadeszły one! Kolki! To był koszmar.

Mimo upływu lat, kolki, to temat który wywołuje u mnie skrajnie negatywne emocje. Jak Kornelcia miała około dwóch tygodni zaczęły się u niej pojawiać regularne, wieczorne płacze. Ale to nie był zwykły płacz, taki jak była głodna, chciała na ręce czy zwyczajny płacz egzystencjonalny 🙂 To był krzyk, nie mogła złapać tchu, robiła się purpurowa. Znacie powiedzenie, że ktoś płacze jakby go ze skóry obdzierali? To właśnie taki płacz. Płacz którego nie szło ukoić, a moje serce rozbijało się na milion małych kawałków w tamtych chwilach. Oczywiście natychmiast udaliśmy się do lekarza. Diagnoza była jednoznaczna. Kolka. Lekarz stwierdził

, że to „normalne”. Rozumiecie to!? Rozdzierający płacz Twojego dziecka, cierpienie, które ciężko opisać, Twoja niemoc to „norma”. Wróciłam załamana, ale zastosowaliśmy się do zaleceń. Tych wizyt było kilkanaście i kilkanaście sposobów na kolkę. Żaden nie zadziałał. Niestety kolka to w skrócie niedojrzałość układu pokarmowego dziecka i nie ma na to lekarstwa. Serio nie ma. Szacuje się, że na kolkę cierpi nawet ok. 40% noworodków… Fakt, dość sporo… Jednak nie są to pocieszające statystyki dla rodziców… W końcu usłyszeliśmy : „Na kolkę najlepszy jest czas… Można złagodzić objawy, ale kolki nie da się „wyleczyć””. Marna perspektywa. I po przewałkowaniu Internetu faktycznie wyczytałam, że kolka mija sama po ukończeniu przez dziecko 3-4 miesiąca życia. To nie przypadek, że pierwsze trzy miesiące życia nazywane są czwartym trymestrem. Dziecko najlepiej czułoby się w brzuchu mamy jeszcze przez te trzy miesiące, jednak urosłoby do takich rozmiarów, że poród naturalny byłby niemożliwy. O kolce, w aspekcie medycznym, więcej przeczytacie w artykule na blogu mamyginekolog : TU. Jest tam wyjaśnione z perspektywy lekarza, czym kolka jest i jak można ja łagodzić.

Kolka Kornelii trwała około 4 miesiące. W tym czasie wypróbowaliśmy kilka sposobów, ale niestety u nas najlepszym „lekarstwem”, jak wspomniałam wcześniej, był czas. Zwyczajnie musieliśmy to przeczekać. Jednak podczas tych czterech miesięcy nauczyłam się pomagać jej przez to „przejść”. Początki były tragiczne bo płakałam razem z nią, załamałam się, że nie mogę jej pomóc ani ulżyć. Wzięłam się w garść jak trafiłam na kilka naturalnych sposobów i zaczęłam zauważać efekty…

Kolka pojawiała się zawsze wieczorem, około godziny 17 i trwała 2-3 godziny. Karmiłam wyłącznie piersią dlatego zaczęłam planować posiłek ok. 15 i potem drzemka, żeby miała siłę płakać. Stały rytm dnia był u nas strzałem w dziesiątkę. Z drzemki budziła się zadowolona, następnie karmienie i kąpiel. To kolejny punkt, który skrócił czas trwania kolek. Ciepła kąpiel bardzo dobrze na nią działała. Po kąpieli robiliśmy masaż brzuszka. Zostawię Wam link do super masażu Shantala TU. Paweł Zawitkowski pokazuje krok po kroku jak powinien taki masaż wyglądać. I to było zbawienie! Masowanie brzuszka było wyciszające i relaksujące 🙂

A ten masaż pomaga nie tylko dziecku 😉 O właściwościach prozdrowotnych masażu przeczytacie na blogu gibobobasy.pl prowadzonego przez fizjoterapeutkę Magdalenę Zujewicz TU. Możecie go stosować nawet jak dziecko nie ma kolek bo ma świetny wpływ nie tylko na układ trawienny, ale też neurologiczny i inne strefy rozwoju Maluszków.

Po masażu był płacz. Tak, nie udało się go pozbyć, ale udało mi się go maksymalnie skrócić. Z 2-3 h płaczu do około 20-40 minut. Był to dla mnie mój osobisty, mały sukces. Po „ataku” kolki Kornelia szła już spać na noc 🙂 Pisałam Wam kiedyś, że inni rodzice zazdrościli mi, że moje dzieci chodzą wcześnie spać. To „tajemnica” dlaczego tak było. Padały ze zmęczenia.

Kolki dały nam w kość. W drugiej ciąży bałam się, że będę miała powtórkę z rozrywki. Jednak byłam już no to przygotowana psychicznie i fizycznie… Jedyne co zmieniałam przy synu to zakup termoforka. Nie miałam pewności, że jego kolki, o ile będzie je miał, będą wieczorem, a chciałam mieć pewność, że pomogę też jemu przez to przejść. Termofor przynosił ulgę za każdym razem kiedy zaczynał się prężyć, stękać i jęczeć 🙂 A z czasem tak go polubił, że tylko z nim zasypiał. Teraz ma dwa lata i często się nim bawi, a jak córkę pobolewa brzuszek to też prosi o „kaloryferek” 🙂

Wybrałam kultowego MR B z wkładem solnym (liczyła się dla mnie szybkość użycia) i sprawdził się idealnie 🙂 Znajdziecie go TU.

Kolki u dziecka to koszmar

Właściwości termoforka MR B

Termofor jest wykonany z miękkiego pluszu z antyalergiczną włókniną. Poprzez połączenie czerni, bieli i czerwieni stymuluje u Maluszka zmysł wzroku. Posiada także wszyte metki i elementy wydające szeleszczące dźwięki, dzięki czemu pomaga w rozwoju dotyku i słuchu. My często używamy go także w zabawie w teatrzyk jako pacynki 🙂

Zabawka posiada wkład solny, który po zgięciu patyczka nagrzewa się do temperatury 54 stopni Celsjusza. Dzięki kieszeni izolacyjnej znajdującej się na plecach MRB temperatura utrzymuje się do godziny (czas zależny jest od temperatury otoczenia). Wkład ogrzewający jest wielokrotnego użytku! Po zastosowaniu wystarczy wygotować wkład według instrukcji na opakowaniu. Wkład jest nietoksyczny, bezpieczny i co najważniejsze – nie powoduje oparzeń, jak to może mieć miejsce w przypadku popularnych metod ogrzewania brzuszka suszarką lub termoforem „z mikrofalówki”.

Kolki u dziecka to koszmar-1

Niestety czy to w życiu czy macierzyństwie nie zawsze jest cukierkowo, ważne, żeby na wszystko znaleźć własny sposób. Nasze kolki to już przeszłość, bolesna, ale przeszłość… A jeśli Ty znasz mamę, która boryka się z kolkami u swojego dziecka to prześlij jej ten artykuł. Może ona dzięki naszemu doświadczeniu też znajdzie swój sposób 🙂